Liczniki odwiedzin
RSS
niedziela, 16 października 2011

Miniony tydzień, a zwłaszcza jego końcówka upłynął nam pod znakiem krzyża z jednej, a marszem oburzonych z drugiej strony. Tak więc w przeciągu kilku dni dwie strony sporu (acz niejako "w odpowiedzi") podważają dwie fundamentalne zasady którymi w moim przekonaniu winno kierować się państwo: neutralność światopoglądową i wolny rynek. Czyli pozbawić mnie mojej wolności, której nota bene nawet jeszcze nie uzyskałem w oczekiwanym zakresie.  Nie oszukujmy się bowiem, czy to "Oburzeni", czy "prawica katolicko-narodowa" i kościół katolicki bronią tylko swoich zdobyczy, możliwości bezkarnego żerowania na społeczeństwie. Niech nas nie zmylą piękne słowa o "symbolu Boga i polskości, który był z nami zawsze w ciężkich chwilach", czy  też o "sprawiedliwym podziale dóbr i niezgodzie na wyzysk". Jak śpiewał Kazik Staszewski "Czy wierzysz w słowa te? Ja nie wierzę w nie. Czyż one prawdziwe są? Nie wierzę tym kurwom jak psom." Krzyż wiszący w sejmie (okoliczności jego pojawienia się tam były przywoływane już po wielokroć), to nie jest symbol boga - to znak moralnego szantażu i "kulturowej okupacji" w sferze publicznej. "Oburzeni" ze swoimi hasłami (przynajmniej w polskiej "wersji") - skądinąd będący odpowiedzią na realny problem - to echo słów Gomułki "Raz zdobytej władzy, nie oddamy nigdy!", a nie próba rozwiązania problemu. Zwłaszcza, że sytuacja naszego kraju ma się do USA, jak TGV do "Słonecznego Pociągu". Jeśli mówimy o gospodarce i społeczeństwie to bez porównania bliżej nam do Grecji z jej rozdętym do granic aparatem związkowym, oszukiwaniem na podatkach i wszechobecnym "syfem" w zarządzaniu państwem. Więc tak jak nie żal mi greków, za których złodziejstwo (bo tym jest oszukiwanie na podatkach) muszą teraz płacić polscy bezrobotni absolwenci, tak kompletnie nie identyfikuję się z "Solidarnymi z Hiszpanią". Recepty proponowane przez "prawdziwą lewicę" (to na szczęście, tyle że hałaśliwa niewielka "nisza ekologiczna") są jak leczenie kiły arszenikiem - skuteczność znikoma, ryzyko zejścia duże. Szczególnym zaś, nadużyciem, a nawet bezczelnością jest udawanie ofiar przez beneficjentów. Na oszukańczym systemie ekonomicznym ostatnich lat korzystały dwie grupy - tzw. oligarchia i "klienci socjału", a płaciła za to zawsze "klasa średnia". Teraz beneficjenci protestują na ulicach i lobbują w gabinetach, a płatnicy dalej zapieprzają gdyż po pierwsze nie mają czasu na "wygłupy" bądź kasy na łapówki, a po drugie (jak dosadnie mówi mój znajomy "korwinista") - "ktoś na darmozjadów i złodziei łożyć musi."

sobota, 15 października 2011

"Chcemy żyć w dobrobycie", to hasło świetnie oddaje intencje manifestantów. Mogło być "Chcemy pracy", "Chcemy równych szans", czy nawet "Sprawiedliwości". Ale nie, to czego chcą demonstranci to "dostać dobrobyt" na który pracować mają inni. Nie ma sprawy, to świetna droga - grecka. Tyle tylko, że pogodę i klimat mamy dużo gorsze. "Kapitalizm nie działa"? To co zadziała? Socjalizm - nigdzie do tej pory nie zadziałał, ale co to dla nich - oni chcą. "Precz z bankami" - rozumiem, że demonstranci nie posiadają kont, pracę wykonują na zasadzie barteru... Acz z tego co wiem KPH posiada rachunek bankowy (Volkswagen Bank).  Na koniec moje ulubione "Demokracja w ręce ludu" - to hasło może spodobać się "korwinistom", jego realizacja zabije demokrację w ciągu miesiąca. Jednym zdaniem - jeśli takie są propozycje lewicy na kryzys i takie argumenty "przeciwników kapitalizmu", to "finansowi gangsterzy" mogą spać spokojnie. Ruch Oburzonych im nie zagraża, co najwyżej utrudni przejazd przez miasto (korki, objazdy, etc.).

Pewnego słonecznego ranka Herkules zbudził się w wyjątkowo podłym nastroju. Ciągłe ucztowanie na Olimpie sprawiło, że jak to się mówi -"zardzewiał".  Poczuł w końcu brzemię lat na swoich barkach. A co gorsza ostatnio,  erze globalizacji strasznie ciasno się zrobiło na tym pieprzonym Panteonie.Tęskno było herosowi do starych dobrych czasów - nikt nie podważał jego dokonań, nie poddawał w wątpliwość męstwa, wszyscy pamiętali jak wykonał swoje słynne 12 prac. A teraz... Wczoraj, na przykład - ten złośliwy "Wiking" Loki rzucił mu w twarz, że teraz nie dałby rady wyzwaniom. - Daj mi Hydrę, a choćby zaraz łby po utrącam!

- E tam. Hydra? Przy dzisiejszej technologii, to dziecko dało by radę. Teraz liczy się coś więcej - "Gospodarka, głupcze"... Herkules spojrzał w dół na swa ukochaną Grecję, miał rację - tu i cały Olimp nie dałby rady.

- Będę realistą - rzekł nordycki bóg - Grecja, już stracona, ale co powiesz na... Polskę? "Zielona wyspa na mapie światowego kryzysu", to nawet dla takiego staruszka nie powinno być zadanie ponad siły. To jak, podejmujesz wyzwanie?

Herkules nie mógł się wycofać. - Zgoda, co mam zrobić? No i jak, przecież jak się pojawię na Ziemi to będzie trochę dziwnie wyglądało.

- Nie ma sprawy, podmienimy cię na polskiego premiera.

 

No i przyszedł ranek. Herkules wstał i... zamarł. To miało być, cholera, tylko takie "koleżeńskie przekomarzanie", a tu ... Dupa, "Sam tego chciałeś Grzegorzu Dyndało". Mogło być jednak gorzej mógł być tym drugim, bądź co bądź ten jest młodszy i prezencje ma lepszą. Co jednak ma robić? Wstał, rozejrzał się po gabinecie, na ekranie komputera wyświetlała się informacja o nieprzeczytanym mejlu.

Otworzył i zaczął czytać.

"Szanowny Panie Premierze,

Już nie jesteś olimpijskim herosem, aby odzyskać swój status musisz wypełnić 12 zadań. Jeśli ci się nie uda zostaniesz tu na wieczność. Lista prac w załączniku.

P.S.: O prawdziwego Tuska się nie martw - dobrze się bawi, zaczął już nawet budować "Orlika" i organizować drużyny piłkarskie.

Loki"

- O jasna cholera, to się w...kopałem!

Herkules otworzył załącznik, a tam... cdn.

piątek, 14 października 2011

Nie mam dziś nastroju do pisania tzw. "mądrze" (lub co najmniej silenia się na pozory). Więc tylko kilka krótkich impresji, luźnych reakcji na informacje.

1. Krzyż w sejmie... Nie chce go tam, to bardziej symbol pewnej filozofii i spojrzenia na rzeczywistość, a nawet opcji politycznej, niż religii, czy tym bardziej kryjących się za nim wartości. (Poświęcenie, miłość, odkupienie...) Zarazem jednak niech już lepiej wisi niż odwraca uwagę od rzeczy istotnych...

2.Np. ... Dzisiejszy wywiad z ministrem Bonim w Tok FM. Pan minister planuje dodatkowo opodatkować (składka na ZUS, to faktycznie podatek nie ubezpieczenie) umowy o dzieło. Jeśli tak mają wyglądać reformy finansów państwa proponowane przez PO... to (tu cenzura wycięła fragmenty cytatu z Adasia Miałczyńskeigo) "Dżizas (...) ja (...)". I Przepraszam, że zagłosowałem na PO. (Mam nadzieję, acz słabą, że za kilka dni wycofam ostatnie zdanie).

3. Było o krzyżu, to teraz o farmaceutach. Kolejna grupa zawodowa ( a w zasadzie jej część) domaga się "klauzuli sumienia"... Czy ktoś jeszcze zamierza ze mną polemizować w kwestii "Katolicyzm, to obciążenie kulturowe (duchowe, intelektualne i gospodarcze) dla Polski"? Tu mała dygresja... Wiemy po co ginekologom jest klauzula sumienia - "kasa misiu, kasa" jak mawiał trener (eks poseł i eks "inicjał") Janusz Wójcik... Aborcja w prywatnym gabinecie to zysk około 2000 (nieopodatkowanych) złotych dla pełnego skrupułów gdy pracuje na państwowym etacie konowała...

4. Przepychanki na linii(ach) - Komorowski-Tusk; Tusk-Schetyna; Kopacz-Kaczyński(?)... Całkowicie racjonalna decyzja "Trzymaj przyjaciół blisko (Kopacz w sejmie) a wrogów jeszcze bliżej (Schetyna w rządzie)". Szkoda tylko, że znowu lekarz stanie na czele Ministerstwa Zdrowia (Arłukowicz). A może by tak "cywilna kontrola nad służbą zdrowia"? A wierna (i wcale nie taka mierna) Kopacz na czele sejmu, oraz jeden z lepiej zapamiętanych eksministrów, czyli Schetyna (znowu) w rządzie... To powinno być dobre dla kraju. Teraz tylko odpowiedni człowiek na czele rządu... i w 2020 doganiamy średnią UE. (SARKAZM)

5. Lubie pana Donalda Tuska - kulturalny, inteligentny, nawet zabawny. Wnuk mu się niedawno urodził. Z premierem Tuskiem mam już jednak problem. Troszkę za często mija się z prawdą... Wiem, to zawsze okoliczności zewnętrzne, pech po prostu. Ale, czy rządzenie Polską bezpiecznie powierzać pechowcowi?  Niby zapowiedział, że to ostatnia kadencja... Ma szanse przejść do historii, jako ten który wyprowadził polską gospodarkę na prostą, może jednak pójść w ślady wcześniejszych "mężów stanu" - Millera ("Pan jest zerem, panie Ziobro"), Kwaśniewskiego ("Filipińska choroba"), Wałęsy ("Nie byłem Bolkiem"). Poprzednicy swoje szanse zmarnowali, czy Tusk będzie pierwszy? Jak na razie się nie zanosi...

6. A opozycja śpi, albo zajmuje się pierdołami. Kur(k)a "skąd ja mieszkam".

czwartek, 13 października 2011

   Nową kadencję Sejmu rozpoczyna wojna o krzyż i konieczność powołania nowego rządu. Ponieważ ta pierwsza sprawa nie ma kompletnie żadnego znaczenia (dla funkcjonowania państwa, a zwłaszcza wychodzenia z kryzysu) - jest paradoksalnie dużo ciekawsza. Czy w sali plenarnej Sejmu powinien wisieć krzyż? Nie, nie powinien. Czy należy go zdejmować - również nie wydaje mi się to konieczne. Ot, jeszcze jeden element dekoracyjny nie mający wpływu na rzeczywistość. Może, trochę naruszający zasadę "neutralności światopoglądowej", ale zarazem pełniący rolę amuletu dla poważnej części społeczeństwa. Nie będę oceniał racji i intencji obu bezpośrednich stron sporu -Palikot i Hoffman nie wzbudzają po prostu mojego zaufania niejako z założenia. Miałkość problemu pozwala jednak  zabrać głos każdemu. Rozumiesz o co chodzi, czy tylko tak ci się zdaje - nie szkodzi - "masz prawo mieć zdanie". Czeka nas piękna dyskusja, coś między: "maglem, kruchtą, a palcem za sklepem monopolowym".

Czym innym jednak jest rekonstrukcja rządu. Bądź co bądź to najważniejsza instytucja władzy wykonawczej (mimo, że teoretycznie jest nią prezydent). Skład i co najważniejsze plany tegoż mają całkiem realne przełożenie na życie obywateli. Co nas czeka i kto wejdzie do rządu - to pytania wciąż bez odpowiedzi, zwłaszcza, że "kapitan zwycięskiej drużyny" bardzo nie lubi jasnych jednoznacznych deklaracji i "ograniczających go" programów (zna ktoś program wyborczy PO z ostatniej kampanii?). Spróbujmy jednak podsumować co wiemy i jakie są możliwe scenariusze.

1. Donald Tusk zapowiedział, że w rządzie pozostanie pięciu dotychczasowych ministrów desygnowanych przez PO. Kogo mógł mieć na myśli? Nazwiska, o których powiedział wprost, to Rostowski, Sikorski i Kopacz. Bardzo dobre wyniki wyborcze i niezłe oceny ich pracy pozwalają dodać do tego grona również Bieńkowską, Kwiatkowskiego i Zdrojewskiego. Problem w tym, że to już sześcioro... Ale, może od początku premier planował "zamianę"  Schetyny a Kopacz? Cała reszta do wymiany? Zwłaszcza, że w tych "obliczeniach" pominąłem Boniego - faktycznego, acz nie tytularnego pierwszego wicepremiera. Kto na miejsce tych, którzy mieliby odejść? No i jaka koalicja? Pytania się mnożą, jak drzewa w głębi lasu. Rozpatrzmy więc możliwe scenariusze (od końca). [Nie będę oceniał w tym momencie "pewniaków" rządowych, prawdopodobnie odniosę się do tego dalej]

Koalicja

Najbardziej prawdopodobne wydaje się być utrzymanie dotychczasowego układu PO-PSL.Jest to jednak koalicja obarczona paroma istotnymi wadami ze słabością na czele (235 głosów, wobec 225 opozycji). Na niekorzyść (w analizie technicznej) tej koalicji przemawia również deklarowana przez ludowców chęć "wzięcia większej odpowiedzialności za państwo", czyli dosłownie - "chcemy więcej posad". Poza tymi wadami "arytmetycznymi", PSL jako koalicjant Platformy ma również poważne wady "programowe". Po pierwsze, jego obecność w rządzie uniemożliwia reformę KRUS. Nie wydaje mi się by z ty koalicjantem możliwe były daleko idące reformy systemowe w finansach państwa (inna rzecz, że i PO jakoś się do tego "nie pali"), czy w końcu złagodzenie "katolickiego gorsetu obyczajowego". Czy jednak te wady przeważają nad zaletami? Mimo wszystko to koalicjant znany, sprawdzony i wbrew pozorom jak do tej pory lojalny. Koalicja na szczeblu państwowym jest uzupełniana również koalicją w sejmikach - więc na szczeblu samorządowym - to bardzo ułatwia współpracę. W "normalnych" okolicznościach - braku stojącego "u drzwi" kryzysu nie miałbym wątpliwości, stabilność w państwie jest bardzo pożądaną cnotą. Stoją przed nami jednak wyzwania tak poważne, że to nie stabilność, a zdolność do reform jest w tym momencie najbardziej pożądaną cechą rządzących. Rządzące  przez ostatnie cztery lata razem partie pokazały już, że jej nie mają. Ale czy sama PO (bez niej w zasadzie nie da się zawiązać koalicji) jest zdolna do reform? Głosowałem na "Pięknie Obiecujących", więc (może to mechanizm obronny) staram się wierzyć, że tak.

Innym, lansowanym m.in. przez Gazetę Wyborczą możliwym scenariuszem jest "pomarańczowa rewolucja" - czyli sojusz partii Tuska z Ruchem Palikota (PO i RP mają pomarańczowy jako barwy partyjne). To byłaby silniejsza koalicja (247 - wobec 213 "szabel') nie pozbawiona jednak również słabości. Nie mam tu na myśli wątpliwości "moralnych", gdyż z zasady nie rozpatruję polityki w kategoriach etycznych, ale wyłącznie korzyści (dla państwa, obywateli i samych uczestników - w tej właśnie kolejności). Po pierwsze, czym jest Ruch? Po drugie, czy Tusk byłby w stanie odłożyć emocje (niechęć) względem Palikota na bok. Po trzecie, kiedy ta koalicja osiągnęłaby swój punkt krytyczny? No i wreszcie - jakie są punkty styczne i zapalne między nimi? Na pierwsze pytanie odpowiedź jest w miarę prosta - RP jest połączeniem "środkowej Samoobrony" z "wczesną PO". Z jednej strony oddolny ruch obywatelski, zebrany wokół w zasadzie liberalnych haseł gospodarczych i dość radykalnych społecznych. Może więc być bardzo ożywczym powiewem dla sceny politycznej. Może też i jest to równie prawdopodobne okazać się siłą destrukcyjną i szkodliwą na miarę partii Leppera, a to dlatego, że większość jej posłów to osoby nieznane - szansa i ryzyko. Nadzieję (nie będę krył, że ta koalicja pasuje mi bardziej) wzbudza propozycja Palikota - fachowców do rządu. Zwłaszcza (zapowiadane odniesienie do pewniaków) prof. Hausnera - z pewnością lepszego od Rostowskiego kandydata na ministra finansów (inna rzecz, czy łatwo byłoby premierowi znaleźć  gorszego). Środa, jako pełnomocnik rządu ds. równego... (itd.) byłaby kandydatką kontrowersyjną, ale... uspokoiłaby środowiska feministyczne, a ze znanych "działaczek kobiecych" ma ona stosunkowo najbardziej liberalne poglądy gospodarcze (zmieściłaby się w formule "tego" rządu). A co najważniejsze, ta sytuacja (koalicja), to idealna szansa dla Janusza Palikota na "wejście do pierwszej ligi" zdjęcie z siebie odium prowokatora i błazna (dla niektórych wręcz chama), takiej możliwości raczej by nie zmarnował. Niestety dalej zaczynają się schody... Donald Tusk - może odkładać swoje emocje (zwłaszcza te negatywne) na bok na krótko. Jeśli popatrzeć na jego drogę polityczną, to pamiętliwość i mściwość wybijają się dosyć mocno. A ostatnia książka Palikota z pewnością go uraziła. To może być jedna z zasadniczych przeszkód na drodze do porozumienia. Różnice ideowe - bardzo widoczne przesunięcie Tuska w kierunku konserwatyzmu obyczajowego, też mogłyby być przeszkodą. Umiejętność przezwyciężenia tych różnic "dla Polski" sprawiła by, że obaj politycy osiągnąć by mogli w polskiej polityce status porównywalny z Witosem i Grabskim. Czy stać ich na to? Wątpię, acz nie mają w zasadzie nic do stracenia (Tusk zapowiedział, że to jego ostatnia kadencja, Palikot - mógłby na sukcesie tego rządu zostać "następcą Tuska" na fotelu premiera). Jakie, poza "charakterologicznymi" są punkty zapalne? Kwestie obyczajowe, na pewno. Tu musiałoby dojść do daleko idącego kompromisu. Gowin i Nowicka w koalicji... Legalizacja "miękkich narkotyków"... Ja osobiście widziałbym rozwiązania kompromisowe, ale czy w/w politycy również.

Tak więc mamy dwie możliwe koalicję: "bezpłciową" bezpieczną i ryzykowną. Czyli coś jak lokata i fundusz akcji. Mały, ale pewny zysk (może być poniżej inflacji-więc de facto generujące straty ) lub potencjalnie ryzyko dużych strat i dużych zysków (w perspektywie średnioterminowej większe prawdopodobieństwo zysków). Czy nasz kraj stać jednak na zyski poniżej inflacji? Jesteśmy młodym krajem, a młodym inwestorom zaleca się "agresywniejsze modele inwestycyjne". Dlatego, skłaniam się do koalicji... Zrównoważonego ryzyka PO-PSL ze wsparciem RP... Z wyraźnie wyznaczonymi, NIEPRZEKRACZALNYMI celami. Koalicje na dwa lata. W ten sposób łączymy stabilność poprzedniej z "siłą młodości". A po tym czasie mogą podpisać "umowę na czas nieokreślony".

 

P.S.: Andrzej - jak zrealizują mój plan wygram zakład...

P.S.2: Mimo dzisiejszej decyzji premiera o nie wchodzeniu w koalicję z Ruchem Palikota wciąż liczę na nieformalny sojusz...Może w styczniu.

wtorek, 11 października 2011

Czas dokończyć to co pisałem wczoraj. PiS i PJN, "dwa drzewa wyrastające ze wspólnego korzenia". Razem, uzupełnione o Prawicę Rzeczpospolitej Marka Jurka (czyli w zasadzie partia która wygrała wybory w 2005 roku) były by silne, zdolne do zwycięstwa i kierowania państwem. Niestety - ostatni z rozpadów prawicy stanie się jej "gwoździem do trumny". PiS ma wyborców - PJN kadry, a PR idee. To jak ze stołkiem- trzy punkty podparcia dają stabilność, dwa potrzebują wsparcia, jeden - to już ekwilibrystyka. PJN podzieli (obym się mylił) los wszystkich dotychczasowych dezerterów z partii której skrót nie bez przyczyny rozwijany jest niekiedy jako "Prezes i Spółka". Albo powrócą złamani (nigdy już jednak nie odzyskają utraconego zaufania), albo zginą (możliwe, że będą wegetować w jakiejś totalnej niszy). Tak czy inaczej obiecujące kariery Kowala i Poncyliusza dostały silnego ciosu, a Jakubiak to politycznie już przeszłość. Pozornie w lepszej sytuacji jest Prawo i Sprawiedliwość. To wciąż najsilniejszy klub opozycyjny w parlamencie cieszący się poparciem 1/3 wyborców, mający wsparcie (mniej lub bardziej jawne) kościoła katolickiego, holdingu ojca Rydzyka i części mediów (acz po wykupieniu przez  Hajdarowicza Rzeczpospolitej) już nie głównego nurtu, posiadający finansowe oparcie w SKOKach. Pozycja prezesa nawet po szóstej z rzędu porażce również jest niezachwiana. Niestety, to tylko pozory siły. PiS jest jak ZSRR w początku  lat 80-tych - może jeszcze wywołać wojnę, rządzi prawie połową świata (polskiej polityki), ale na jej czele stoi opadający z sił gensek, pozbawiony praktycznie wsparcia swojego zaplecza. Nie będę zagłębiał się w "zakamarki duszy" Jarosława Kaczyńskiego - po publikacjach braci Karnowskich i Rafała A. Ziemkiewicza, wszystko już zostało powiedziane w kwestii przyczyn i kształtu postawy prezesa PiS, zastanowię się tylko w paru zdaniach nad możliwym scenariuszem. PiS się nie rozpadnie, prezes nie ustąpi ze stanowiska, nie czeka nas żadna spektakularna czystka ani walki między frakcyjne. Przyczyna jest prosta: w Prawie i Sprawiedliwości nie ma już frakcji. Ziobro i Kurski w PE, są zbyt słabi na walkę "w kraju". Nikt inny nie miałby ani zdolności przywódczych, ani autorytetu, ani, co najważniejsze - ambicji do przewodzenia partii. Prawdopodobnie skończy się na zacieśnieniu szeregów, zwaleniu na: nieżyczliwe "otoczenie medialne", marketing, słabość społeczeństwa ("wybrali obywatele, nie naród" Z.Kurtyka Kraków 10.10). Prawdopodobnie polecą jakieś "koziołki ofiarne" -dzisiejsza wypowiedź Hoffmana pokazuje, że jest już na to przygotowany. Tak czy inaczej - w tej postaci, pod tym przywództwem PiS, a z nim cała polska prawica skazane są na powolne zwijanie. W wyborach do PE czekających nas za 3 lata z pewnością nie "obroni stanu posiadania" osiągając w granicach 15-20%.

poniedziałek, 10 października 2011

Niedzielna przerwa w zarabianiu pieniędzy (lub traceniu) połączona z ciszą wyborczą.Ma zbawienny wpływ na moje czytelnictwo. Udało mi się przeczytać wczoraj całą "Grę Endera". Jednak dzisiaj trzeba wrócić do rzeczywistości. Pierwszy dzień po wyborach, to zawsze pewnego rodzaju niewiadoma. Jak na "pudelku" - "kto co?", "kto z kim?" i "kto kogo?". A najważniejsze pytania, to: "jak?" i "po co?".

Więc kto i co?

Dotychczasowa koalicja rządowa PO-PSL będzie znowu (do znudzenia powtarzane "pierwszy raz w historii Polski) tworzyć rząd, lekko tylko osłabiona. PiS i SLD nadal w opozycji. Pojawiła się nowa siła po postacią Ruchu Palikota - nie będzie w koalicji, ale... Skłonny jestem zaryzykować stwierdzenie, że opozycją będzie specyficzną - "konstruktywną" (coś na kształt Samoobrony dla rządu Millera). Poprze rządowe plany gospodarcze, w zamian za ustępstwa obyczajowe, co nie powinno nastręczać trudności. Bądź co bądź mamy jako obywatele bardzo wąski margines swobody w tym zakresie. Mamy więc trzech zwycięzców - PO-PSL i RP i dwóch przegranych. W partiach koalicyjnych oznacza to spokój i brak zasadniczych zmian. Sprzyja temu spektakularna porażka posłów kojarzonych z tzw. "spółdzielnią Grabarczyka": Grabarczyk (1 na liście PO) czwarty wynik dla partii w Łodzi, Raś (1, Kraków) - przegrał z Gowinem (3), czego zresztą można było się spodziewać, Gąsior-Marek (1, Lublin) - poległa w starciu z Muchą (2, tamże) w stosunku 3:1, przegrywając również z trzecim na liście Karpińskim. W PO wygrał więc znowu tandem Tusk-Schetyna - czyżby obecny i przyszły premier? Uratowane o ułamki procenta trzecie miejsce PSL, sprawia, że i ludowcy unikną rozliczeń - acz pozycja Pawlaka może trochę osłabnąć, gdyż stracił dwie bliskie współpracowniczki. Kieszkowska (wicemarszałek sejmu ubiegłej kadencji) i odchodząca minister pracy Fedak oblały niestety wyborczy egzamin. Trudniej wróżyć przyszłość Palikota i jego drużyny. Wprowadził do sejmu liczną (trzeci co do wielkości czterdziestoosobowy klub) drużynę. Ciężko jednak wyrokować na ile silną. Ruch Palikota, jak na razie jawi się jako motor radykalnych zmian w sferze światopoglądowej i zabarwieniu silnie antyklerykalnym (działacze partii Racja, Nowicka, Biedroń). Jak jednak partia zachowa się w sejmie jeszcze nie wiadomo. Zwłaszcza, że sam Palikot znany jest głównie z dbania o własne interesy. Osobiście stawiam raczej na rozpad klubu, część działaczy zostanie wchłonięta przez PO, część stworzy nowy "byt" z niedobitkami  lewicy spod sztandaru SLD. RP będzie najprawdopodobniej jednosezonową efemerydą. 

W ten sposób, przywoławszy SLD przechodzimy do opozycji. A zaczniemy właśnie od SLD, bo wbrew pozorom jest po prostu ciekawsze. Wiemy, że prezes Napieralski zapowiedział zwołanie zjazdu i nie ubieganie się o ponowny wybór. Oznacza to tyle, że (jako młody SLDowski polityk, który nic innego nigdy nie robił)  zapowiedział... Udajmy jednak, że politycy, zwłaszcza tzw. lewicy nie kłamią. 8,25% głosów, to dla partii której kandydat nie tak dawno (10 lat) wygrywał wybory w pierwszej turze, a ona sama ocierała się o samodzielne rządzenie, to nie przegrana - to tragedia. SLD i jej działacze są tego świadomi. Co z tego. Sojusz ma bardzo krótka ławkę potencjalnych następców: Piekarska-przegrała; Kalisz-przegrał nie tylko z Tuskiem i Kaczyńskim, ale i z Palikotem; Balicki - nie wszedł; Kwaśniewski - zapowiedział, że nie wróci, zwłaszcza, że w tym momencie czekała by go walka o przywództwo na lewicy z Palikotem, a wynik nie jest wcale przesądzony; Miller - skompromitowany i mało wiarygodny, ledwo wygrał z Biedroniem...  tej sytuacji najbardziej prawdopodobnym zdaje się być powrót Olejniczaka na białym koniu. Ale... przewodniczący na obczyźnie - PJN pokazał, że to się nie sprawdza, co więcej upadek przewodniej siły na lewicy zaczął się właśnie od niego. Moja diagnoza w tej sytuacji, choć ryzykowna, jest chyba najpewniejsza - rozpad Ruchu Palikota i Sojuszu Lewicy Demokratycznej i budowa nowej formacji lewicowej z Kwaśniewskim jako patronem, a Palikotem jako liderem. 

Teraz powinienem przejść do głównej siły opozycyjnej, zanim to jednak nastąpi poznęcam się trochę nad planktonem. PPP Sierpień 80 - czyli ostatni bastion prawdziwej lewicy, osiągnął w tych wyborach wynik, moim zdaniem lepszy niż spodziewała się większość obserwatorów - zarejestrował listy w całym kraju i to był, jest, i będzie szczyt ich możliwości.  Podobnie sprawa ma się Nową Prawicą Janusz Korwin-Mikkego. Podobnie jak partia Zientka zdobyła ona górny pułap swoich możliwości. To nie fałszerstwa wyborcze, spisek mediów i "bandy czworga" sa największym wrogim NP, to polskie prawo wyborcze. Niestety, w tej chwili osoby poniżej osiemnastego roku życia nie mogą głosować, a to główna część tzw. elektoratu. Osoby starsze nie zagłosują na partię pana Mikkego. Powodów jest wiele: JKM na polskiej scenie politycznej jest kilkadziesiąt lat, jeśli do tej pory nic znaczącego nie osiągnął, to już nie osiągnie; jego program jest zbyt radykalny dla "statystycznego wyborcy", zbyt rewolucyjny dla konserwatywnego, zbyt oderwany od realiów polskich dla centrowego i, co najważniejsze - czysto teoretyczny. Nie bez znaczenia są tu też deklaracje lidera, naród jest za głupi by go wybrać i by On miał ochotę nim rządzić. JKM to ciekawy teoretyk i wyjątkowo sprawny publicysta, a kampanie to nic więcej jak jego akcje autopromocyjne. Co za kilka miesięcy zauważą ci którzy teraz tak bardzo promują go w internetowych dyskusjach, a jaka dostaną już dowody osobiste i prawo wyborcze zagłosują wraz z rodzicami na tę straszną "bandę czworga". Młodość musi się wyszumieć, starość... ma swoje prawa.

Przeczytałem co napisałem i zauważyłem, że do tej pory wszystkie formację rozpatrywałem diadami. Nie będę się więc wyłamywał z własnej konwencji i skończę również parą. Jest to o tyle łatwe, że wywodzi ona się ze wspólnego korzenia. To PiS i PJN - wielcy przegrani tej kampanii.  Ale o tym jutro...

(Wpis z wczoraj (09.10.2011) [przeniesiony z powodów technicznych]

 

-Ty pierwsza!

-Ja? Nie mam weny! Potrzebuję kawki... momencik!

.......................................................................................................................................................

Po około kwadransie... Po co ludzie piszą bloga? Bo wydaje im się, że mają coś do powiedzenia, co więcej mają (zazwyczaj) złudzenie, że dla innych może to być interesujące...Najczęściej nie jest. Dlaczego więc sami zaczynamy pisać bloga- ponieważ i tak z niepoprawnym uporem wciąż zostawiamy swe mysli w cyber rzeczywistości. Tak więc jeśli coś pcha nas do przekazywania swoich mysli, spostrzeżeń "znaków" innym czemu nie mielibysmy robić tego w sposób uporządkowany.?...

1 , 2 , 3